Relacje z wakacji - TUNEZJA - Hotel Pnorama
Relacja CZERWCA
Tunezja - Sousse - Hotel Pnorama
19-06-2009
Autor: Basia i Agnieszka
Wymarzona zagraniczne wakacje z dala od pracy, domu i wszelkich zmartwień. Wykupione odpowiednio wcześnie z Wieczorem Berberyjskim i gwarancją ceny od wszelkich dodatkowych dopłat w cenie. Odliczanie rozpoczęte – tylko jakieś 3 miesiące i będę się opalać, kapać w morzu i zwiedzać Tunezję! Po drodze przyplątał się „kryzys” i z tym pierwsze problemy – zmiana uczestników, bo koleżanka straciła pracę. Uff udało się, zastępstwo znalezione! Plany zwiedzania trzeba było troszkę okroić, bo dolar poszedł w górę, ale dzięki temu będzie więcej czasu na spacery po plaży.
Lot odbył się bez zarzutu, transfer również. Pokój w hotelu Panorama dostałyśmy świetny – piąte piętro z pięknym widokiem na morze. Były także osoby mniej zadowolone, bo prawda o naszych rodakach jest niestety smutna – lubimy się wykłócać o wszystko, a nie tędy droga. Każda z tych osób dostała pokój na niższych piętrach z widokiem na budowę. Wystarczyło się uśmiechnąć, porozmawiać, pożartować i miła troskliwa opieka ze strony obsługi zapewniona przez cały pobyt.
Panorama to hotel, którego huczne czasy świetności już minęły, meble nie są z najnowszych katalogów, a łazienka widać, że z lekka przechodzona – jak wszystko co ma ponad 10 lat. Zdecydowanym plusem jest porządek, czysta i sprawna lodówka i zero robactwa. Stołówka jak dla mnie piękna w tradycyjnym stylu – wszędzie ozdobne kafelki, lampy i malowidła. Z sejfu hotelowego nie skorzystałyśmy – wszystko co cenne zamykałyśmy w walizce na szyfr. Z paniami sprzątaczkami zawarłyśmy dobry „Deal” – one dinar co jakiś czas, pod koniec znalazła się jakaś polska czekolada, czy inne łakocie… w zamian wszystko ładnie poukładane, ręcznikowe łabędzie i wszystko na swoim miejscu!! To zdecydowanie skuteczne!
Na posiłki nie można narzekać, codziennie na kolację można było zjeść coś nowego. Śniadania też smaczne. Niestety pod koniec pobytu nawet największemu twardzielowi zabraknie schabowego czy mielonego i chyba nic się na to nie poradzi. Na tą przypadłość narzekało więcej rodaków!
Kwestie zwiedzania. Pierwszą wycieczka, którą zaliczyłyśmy była Sahara – jest to najdroższa z oferowanych wycieczek, ale zdecydowanie warta tych pieniędzy! Przejechaliśmy ponad 1200km zwiedzając najważniejsze miejsca w południowej Tunezji. Niestety aby wszystko zobaczyć przez niektóre miasta tylko przejeżdżaliśmy. El Jem z pięknym Koloseum zachowanym w bardzo dobrym stanie, Sfax, Gabes z gajami oliwnymi, Matmata - niesamowity teren górzysty. Niezapomniane będzie spotkanie z wielbłądami i burzą piaskową, przejażdżka jeepami trasą rajdu Dakar, piękne góry, wioski berberyjskie czy oazy. Zdecydowanie warto było skorzystać z tej propozycji.


W kolejnych dniach wybrałyśmy się spacerkiem wzdłuż morza do Poru Kantaoui. Spacerowym tempem zajęło nam to 3h z pełnym woreczkiem muszelek na pamiątkę. Wieczorem udałyśmy się za Sousse na „Wieczór Berberyjski” z pokazami strojów tradycyjnych z różnych regionów Tunezji, tańcami brzucha, fakirem, woltyżerką i kolacją tunezyjską. Wieczór odbywał się w można powiedzieć parku-muzeum etnograficznym, gdzie można było podpatrzeć w jaki sposób pieczono kiedyś chleb, czerpało wodę itp.
Następnego dnia wybrałyśmy się z Sousse metrem (wagon osobowy PKP z przed 15 lat, który myjnię widział wyjeżdżając z fabryki) do Monastiru. Miłym zaskoczeniem było to, że ludność miejscowa nie zwracała na nas takiej uwagi i nie „zagadywano” nas, tak ja ma to miejsce w Sousse, czy Porcie Kantaoui. W Monastirze wszystko jest blisko siebie. Zdecydowanie warto wejść do muzeum Sztuki Islamskiej – Ribat – dawny klasztor. Jego ogrom, ilość zakątków i przejść sprawia ogromne wrażenie.


Pod koniec pobytu wybrałyśmy się do Nabeul i Hammamet. Aby tam dotrzeć skorzystałyśmy z luage międzymiastowych – są to busy ok. 8 osobowe, ruszają jak zbierze się komplet osób. Naleul to miasto słynące z ceramiki, którego znakiem rozpoznawczym jest pomarańcza. Hammamet - dzieli się na część starą i nową. Znakiem rozpoznawczym mogą być jego piękne szerokie plaże ze starymi łódkami rybackimi, z widokiem na morze i góry w oddali. Do tego w moim odczuciu jest tam najbardziej urokliwa medina z bardzo wąskimi i wysokimi uliczkami z pięknymi drzwiami wejściowymi do domów i sklepików.


Niewielki czas jaki nam pozostał spędzałyśmy najczęściej na tarasie powszechnie nazywanym „Seven Heven” aby choć trochę się opalić i złapać sił na kolejne wycieczki.
Wszystkim gorąco polecamy wypoczynek w Tunezji pod koniec kwietnia. Jest już wystarczająco ciepło na opalanie i jeszcze nie za gorąco na zwiedzanie togo pięknego kraju.
Relacje miesiąca 2010
luty | styczeń
Relacje miesiąca 2009
grudzień | listopad | pażdziernik | wrzesień | sierpień | lipiec | czerwiec | maj | kwiecień | marzec | luty | styczeń
Relacje miesiaca 2008
grudzień | listopad | październik | wrzesień






